Masz garść rokitnika z jesiennego krzaka i nie wiesz, jak go przechować? Suszę go w piekarniku w 50–60°C, z termoobiegiem i lekko uchylonymi drzwiczkami, żeby para miała ujście. Owoc jest gotowy, kiedy po naciśnięciu palcem nie jest już miękki i nie puszcza ani kropli soku.
Przebieram, myję i dokładnie osuszam
Zaczynam od przejrzenia owoców. Odkładam zgniecione, popękane i te z ciemnymi plamkami, a przy okazji wybieram resztki gałązek i liści. Taki owoc w piekarniku nie zrobi się lepszy, a w słoiku może zepsuć resztę.
Potem płuczę rokitnik w zimnej wodzie i rozkładam go na czystej ściereczce. Osuszanie traktuję poważnie, bo każda kropla na skórce to dodatkowa wilgoć, którą piekarnik musi odparować. Delikatnie przetaczam owoce i zostawiam je, aż skórka będzie sucha w dotyku.
Blachę wykładam papierem do pieczenia i układam owoce pojedynczo, jeden obok drugiego, tak żeby się nie stykały. Rokitnik zsypany w kupkę paruje na sąsiednie owoce i schnie nierówno: z wierzchu jest twardy, a w środku wciąż mokry.
Dlaczego tylko 50–60 stopni?
Piekarnik ustawiam na 50–60°C. Rokitnik ma tracić wodę, a nie się piec, więc nie kusi mnie, żeby przyspieszyć sprawę wyższą temperaturą. Jeśli piekarnik ma termoobieg, włączam go, bo krążące powietrze suszy równiej całą blachę.
Drzwiczki zostawiam lekko uchylone. To najważniejszy element całego triku, bo wilgoć z owoców musi mieć gdzie uciekać. Przy zamkniętym piekarniku para zostaje w środku i owoce zamiast schnąć, zaczynają się dusić. Wystarczy niewielka szpara, w którą wsuwam trzonek drewnianej łyżki.
Nie podaję stałego czasu suszenia, bo zależy on od wielkości owoców i od konkretnego piekarnika. O końcu decyduje prosty test palcami.
Jak sprawdzić, czy rokitnik jest gotowy?
Co jakiś czas wyjmuję kilka owoców z różnych miejsc blachy i ściskam je w palcach. Gotowy rokitnik przestaje być miękki i po naciśnięciu nie puszcza soku. Jeśli na palcach zostaje choć odrobina wilgoci, blacha wraca do piekarnika.
Sprawdzam zawsze więcej niż jeden owoc, bo nie wszystkie schną w tym samym tempie. Te, które są już gotowe, zdejmuję wcześniej, a resztę dosuszam.
Wysuszony rokitnik zostawiam do wystygnięcia na blasze, a potem przesypuję do szczelnego słoika. Trzymam go w suchym, ciemnym miejscu, najlepiej w szafce z dala od kuchenki i czajnika, gdzie nie dociera para.
Z czym parzę suszony rokitnik
Rokitnik jest kwaśny i cierpki, a niektórym wydaje się nawet lekko gorzki, dlatego prosto z krzaka mało kto go je. Po wysuszeniu najlepiej sprawdza się w kubku. Wrzucam garść owoców do herbaty i zalewam gorącą wodą.
Najczęściej łączę go z takimi dodatkami:
- czarna herbata – klasyka na jesienne popołudnie,
- dzika róża – owocowa, lekko kwaśna para,
- imbir – gdy chcę, żeby napój mocniej rozgrzewał,
- suszone jabłko – łagodzi cierpkość i dodaje słodyczy,
- hibiskus i goździki – na bardziej wyrazisty, korzenny kubek.
Resztę słoika wykorzystuję poza herbatą, bo suszony rokitnik dobrze pasuje też do owsianki, musli i ciasta.
Co rokitnik wnosi do kubka?
Rokitnik ma więcej witaminy C niż cytryna i głównie dlatego tak często wraca w jesiennych przepisach. Dostarcza też karotenoidów i polifenoli, które odpowiadają za jego pomarańczowy kolor i pomagają organizmowi radzić sobie z nadmiarem wolnych rodników. Z karotenoidów organizm może wytwarzać witaminę A, ważną między innymi dla wzroku i skóry.
