Przed świętami w mojej zamrażarce zawsze ląduje kilka kostek masła na pierniki i kruche ciasto. Żadna nie trafia tam goła. Każdą zostawiam w oryginalnym papierku i wsuwam do szczelnego woreczka strunowego, z którego wyciskam powietrze. Papier nie zatrzyma zapachu ryby ani mięsa, a woreczek tak.
Masło to tłuszcz, a tłuszcz wyłapuje aromaty szybciej niż większość produktów w zamrażarce. Kostka położona luzem obok mrożonej makreli, gulaszu w pudełku czy warzyw na zupę po rozmrożeniu potrafi pachnieć wszystkim, tylko nie masłem. W kruchym cieście, gdzie masło gra pierwsze skrzypce, taki posmak od razu wychodzi.
Jak zapakować masło do zamrażarki?
Zapas robię od razu po zakupie, kiedy kostki są świeże i dobrze schłodzone. Nie zostawiam ich na kilka dni w lodówce i nie mrożę masła, które ktoś już napoczął i odłożył na później.
- Kostka zostaje w oryginalnym papierze. Nie odwijam jej i nie przepakowuję.
- Wkładam ją do woreczka strunowego albo do pojemnika przeznaczonego do mrożenia.
- Wyciskam powietrze. Zanim zamknę woreczek, wypycham z niego tyle powietrza, ile się da.
- Podpisuję datę zamrożenia markerem prosto na woreczku.
Papier osłania powierzchnię kostki, a szczelna folia odcina ją od zapachów i nie pozwala jej wyschnąć. Bez tej drugiej warstwy masło łatwo pokrywa się suchą, matową skorupką, która psuje smak.
Porcje pod pierniki i kruche ciasto
Jeśli wiem, że część masła pójdzie do konkretnych wypieków, dzielę kostki jeszcze przed zamrożeniem. Kroję je na takie kawałki, jakich zwykle potrzebuję do jednego ciasta. Osobno odkładam masło do pierników, osobno do kruchego spodu czy ciasteczek. Każdy kawałek owijam i chowam do woreczka tak samo jak całą kostkę.
Dzięki temu przed świętami wyjmuję tylko to, co akurat będzie mi potrzebne. Reszta zostaje zamrożona i nie muszę rozmrażać całego zapasu, żeby upiec jedną blachę.
Woreczki z porcjami podpisuję nie tylko datą, ale też przeznaczeniem, na przykład „pierniki” albo „kruche”. Najstarsze zużywam najpierw, żeby na dnie zamrażarki nie leżała kostka, o której nikt nie pamięta, kiedy tam trafiła.
Rozmrażanie w lodówce, nie na blacie
Zamrożone masło przekładam do lodówki i zostawiam na kilka godzin albo na noc. Wieczorem wyjmuję porcję, którą rano wykorzystam do ciasta. Powolne rozmrażanie sprawia, że tłuszcz zachowuje strukturę i nie robi się maziowaty.
Nie kładę kostki na blacie ani przy kaloryferze, nawet gdy się spieszę. Gwałtowne ocieplenie rozmiękcza masło i pogarsza jego jakość. Do kruchego ciasta potrzebuję go chłodnego, a nie rozpływającego się na talerzyku.
Czego nie robić z zamrożonym masłem?
- Nie mrozić go drugi raz, jeśli całkiem odtajało i długo leżało poza lodówką. Traci wtedy strukturę i jeszcze szybciej łapie obce zapachy.
- Nie wkładać kostek w samym papierku, zwłaszcza obok ryb, mięsa, mrożonych warzyw i gotowych dań.
- Nie zostawiać powietrza w woreczku, bo masło i tak może wyschnąć.
- Nie odkładać mrożenia na później. Kostka, która poleżała kilka dni w otwartym opakowaniu, nie zrobi się w zamrażarce świeższa.
Jeśli porcja odtaje, a nie zdążę jej użyć do pierników, przeznaczam ją od razu do sosu albo do smażenia, zamiast odsyłać ją z powrotem do zamrażarki.
