Kasztany z piekarnika pachną świetnie, a potem zaczyna się walka z twardą skorupką i brązową skórką, która trzyma się miąższu. Ja załatwiam to talerzem. Gorące kasztany wsypuję do miski, przykrywam ją i odstawiam na 5–10 minut. Para robi swoje, a skórka schodzi razem ze skorupką.
Miska, talerz i kilka minut cierpliwości
Najważniejszy moment przychodzi tuż po wyjęciu blachy, a nie w samym piekarniku. Nie zostawiam kasztanów do przestygnięcia na stole. Od razu przesypuję je do miski i zakrywam talerzem. Gdy nie mam pod ręką pasującego talerza, wystarczy czysta ściereczka.
Pod przykryciem zostaje gorąca para z kasztanów. Przez 5–10 minut dalej działa na skorupkę, a przede wszystkim na cienką skórkę pod nią. To właśnie ta skórka sprawia zwykle najwięcej kłopotu, bo przywiera do miąższu. Po takim parowaniu daje się zdjąć razem z twardą łupiną.
Potem wyjmuję kasztany pojedynczo, a resztę zostawiam pod talerzem. Dzięki temu te, które czekają na swoją kolej, nie stygną. To ma znaczenie, bo zimny kasztan obiera się dużo gorzej i wraca skubanie skórki paznokciem.
Jak naciąć kasztany przed pieczeniem?
Talerz zadziała tylko wtedy, gdy wcześniej dobrze przygotuję kasztany. Każdy nacinam ostrym nożem w krzyżyk po wypukłej stronie. Pilnuję, żeby ostrze przeszło nie tylko przez skorupkę, ale też przez brązową skórkę pod spodem.
Nacięcie to ujście dla pary, która podczas pieczenia zbiera się w środku. Para rozchyla skorupkę dokładnie w miejscu krzyżyka, więc później jest za co chwycić palcami. Kasztan bez nacięcia potrafi pęknąć w przypadkowym miejscu, a wtedy obieranie robi się loterią.
Ile piec kasztany i po czym poznać, że są gotowe
Ponacinane kasztany rozkładam na blasze i wstawiam do piekarnika nagrzanego do 200 stopni Celsjusza. Pieką się około 20–25 minut. Zamiast ślepo trzymać się zegarka, obserwuję skorupki.
Kiedy nacięcia wyraźnie się rozchylają, środek jest już miękki i kasztany nadają się do jedzenia. To sygnał, żeby wyjąć blachę i od razu przejść do miski z talerzem. Każda minuta zwłoki na blacie działa na niekorzyść.
Najlepiej smakują od razu, choćby tylko posypane solą. Dlatego kupuję ich tyle, ile zjemy za jednym razem. Gdy coś zostanie, obrane kasztany przekładam do szczelnego pojemnika i trzymam w lodówce około 3–4 dni. Jeśli mają poczekać dłużej, od razu je zamrażam.
Uwaga: kasztany z parku nie nadają się do jedzenia
Ten sposób dotyczy wyłącznie kasztanów jadalnych, czyli owoców kasztana jadalnego. Przy zakupie szukam na etykiecie nazwy Castanea sativa. Jesienią takie kasztany coraz częściej pojawiają się w sklepach.
Kasztany zebrane w parku to zwykle owoce kasztanowca zwyczajnego. Nie wolno ich jeść, bo mogą wywołać dolegliwości żołądkowo-jelitowe, a w większej ilości także silniejsze objawy zatrucia. Nie traktuj ich jako zamiennika, nawet jeśli z wierzchu wyglądają podobnie.
