Pasek postępu przy celu oszczędnościowym, odznaka za poranny bieg i przypomnienie, że seria dni nauki wkrótce przepadnie, pochodzą z jednego źródła. Projektanci przenieśli do codziennych usług rozwiązania znane z gier. Polacy widzą je dziś w aplikacji banku, w zegarku sportowym i w programie lojalnościowym osiedlowego sklepu. Mechanizm działa skutecznie, dlatego dobrze wiedzieć, na czym polega i w jakich sytuacjach faktycznie pomaga.
Skąd grywalizacja wzięła się w aplikacjach?
Samo słowo upowszechniło się około 2010 roku, gdy firmy technologiczne zaczęły szukać sposobów na to, żeby użytkownicy częściej wracali do ich produktów. Podstawowy zestaw to punkty, odznaki i rankingi, uzupełniane o poziomy, wyzwania i paski postępu. Pomysł jest znacznie starszy od telefonów, bo podobnie działały karty stałego klienta w sklepach i programy linii lotniczych, w których za przelecianą trasę zbierało się mile. W Polsce dobrym przykładem z czasów przed aplikacjami są naklejki wydawane przy kasie, które całe rodziny zbierały na pluszowe maskotki z sieci dyskontów.
Różnicę robi szybkość. Aplikacja zbiera dane na bieżąco, więc nagradza od razu i dopasowuje zachęty do nawyków konkretnej osoby. Papierowa karta z pieczątkami potrzebowała dziesięciu wizyt, żeby cokolwiek dać w zamian, a telefon reaguje po kilku sekundach.
Dlaczego odznaki i paski postępu tak dobrze działają?
Każda nagroda, nawet symboliczna, uruchamia w mózgu układ nagrody, który utrwala zachowanie prowadzące do przyjemnego bodźca. Najmocniej działają nagrody nieprzewidywalne, bo na niespodziankę reagujemy żywiej niż na coś, czego się spodziewaliśmy. Dlatego losowa skrzynka z nagrodą wciąga mocniej niż stała premia za każde logowanie. Projektanci korzystają najczęściej z czterech zjawisk:
- efekt postępu: pasek zbliżający się do 100% zachęca do dokończenia zadania;
- awersja do straty: utrata wielodniowej serii boli bardziej, niż cieszy jej przedłużenie;
- porównania społeczne: rankingi i wyzwania ze znajomymi budzą chęć rywalizacji;
- natychmiastowa informacja zwrotna: gratulacje pojawiają się kilka sekund po wykonaniu czynności.
Żaden z tych mechanizmów nie powstał z myślą o bankowości. Kto wieczorem otwiera spin city casino albo grę na telefonie, szuka właśnie emocji, kolorów i szybkiej reakcji ekranu. Nowością jest to, że tym samym językiem zaczęły mówić bank i aplikacja do biegania, po których nikt nie spodziewał się zabawy.
Bankowość i trening w roli gry
Oszczędzanie wydaje się wielu osobom nudne i abstrakcyjne. Cel z nazwą, zdjęciem i paskiem postępu zmienia je w coś konkretnego, więc wakacje albo nowy laptop przestają być odległym planem. Kolejne poziomy i statusy odblokowują dodatkowe korzyści, a bank zyskuje klienta, który loguje się częściej. Część instytucji dodaje do tego zwrot niewielkiej części wydatków albo punkty za płatności kartą. W sporcie elementy gry stały się wręcz standardem: samotny bieg zyskuje widownię i rywali, nawet jeśli nikt nie biegnie obok. Popularne są też firmowe wyzwania, w których działy rywalizują na liczbę kroków albo przejechanych kilometrów, a wynik całej załogi zamienia się na datek dla wybranej fundacji.
Przykłady, które wiele osób ma w telefonie
Ten sam zestaw narzędzi wygląda inaczej w każdej aplikacji.
| Aplikacja | Element znany z gier |
| Duolingo | seria dni nauki i cotygodniowe ligi z awansami |
| Strava | odcinki tras z rankingiem najszybszych i comiesięczne wyzwania |
| Apple Watch | trzy pierścienie aktywności do zamknięcia każdego dnia |
| Garmin Connect | odznaki za treningi, za które rośnie poziom konta |
| ING Smart Saver | zaokrąglanie płatności kartą i odkładanie końcówek na cel |
| Revolut | skarbonki z własną nazwą, kwotą docelową i paskiem postępu |
| Żappka | punkty za zakupy wymieniane na produkty, do tego wyzwania |
Polskie banki mają podobne funkcje pod różnymi nazwami, zwykle jako „cele” albo „autooszczędzanie”. Zaokrąglanie płatności daje poczucie, że pieniądze odkładają się same, i dlatego łatwo o nim zapomnieć zaraz po włączeniu. Po kilku miesiącach kwota na koncie celu bywa miłym zaskoczeniem.
Jak korzystać z grywalizacji po swojemu?
Mechanizm sam w sobie nie jest ani dobry, ani zły. Liczy się, czy służy celom użytkownika, czy tylko statystykom firmy. Dotyczy to tak samo zagranicznych aplikacji, jak i tych tworzonych w Polsce. Ta sama odznaka może pomóc zebrać zapas gotówki na trudniejszy miesiąc albo skłonić do zakupu, którego nikt nie planował, byle utrzymać status. W sporcie presja serii potrafi wypchnąć na trening kogoś, kto powinien odpocząć.
Najprostszy test to pytanie, kto ustalił cel. Jeśli wyznaczyła go sama zainteresowana osoba, a aplikacja tylko pilnuje postępu, wszystko jest w porządku. Gorzej, gdy program co tydzień podnosi poprzeczkę bez pytania i nie pozwala wrócić do poprzedniego poziomu. Dobrze też sprawdzić, czy serię da się wstrzymać: Duolingo pozwala ją „zamrozić” na dzień przerwy, a Apple Watch daje możliwość wstrzymania pierścieni na czas choroby lub urlopu.
Resztę załatwiają ustawienia powiadomień. Gratulacje po treningu bywają miłe, ale przypomnienia o dwudziestej trzeciej, że seria zaraz przepadnie, można wyłączyć bez żadnej straty. Kto korzysta z kilku takich programów naraz, może wybrać jeden lub dwa najważniejsze i tylko im zostawić prawo do przypomnień. Przy programach lojalnościowych polskich sklepów pomaga prosta zasada: punkty zbiera się za zakupy z listy, a nie robi zakupów dla punktów. Odznaka cieszy wtedy, gdy potwierdza coś, co i tak chciało się zrobić.
